wideo

Kolacja trzech kultur i moja pierwsza impreza dla twórców [VLOG]

30 stycznia 2019

Tym razem zabieram Was na wycieczkę międzykulturową. Zaczniemy od szabatu, zahaczymy o Katowice, pogadamy o tym, dlaczego mówienie prawdy ratuje świat i wymienimy uściski z Żydami i muzułmanami.

Zapraszam na weekendowego vloga! :)

Bóg muzułmanów, katolików i żydów to… ten sam Bóg?

A jeżeli macie wątpliwość czy muzułmanie rzeczywiście wierzą w tego samego Boga, co chrześcijanie, polecam sięgnąć do źródeł – oficjalnego nauczania Kościoła katolickiego, m.in. w konstytucji „Lumen Gentium”. W filmie poniżej Karol Wilczyński i Karol Kleczka świetnie ten temat wyjaśnili. Warto czasem sprawdzić, czego naucza Kościół, a nie polegać tylko na własnej intuicji ;)

Podsumowując: chrześcijanie, muzułmanie i Żydzi naprawdę WIERZĄ W JEDNEGO (tego samego) BOGA, choć wierzą w Niego inaczej :) Tak w każdym razie mówi Kościół katolicki.

Czy muzułmanie wierzą w tego samego Boga co katolicy? [WYJAŚNI…

Dziś trudna kwestia i kontrowersyjny temat. Ale postanowiliśmy zbadać sprawę. Co sądzicie? Jeśli macie pytania dotyczące tematu islamu lub jakiejkolwiek innej kwestii –> zostawcie je w komentarzu!

Opublikowany przez DEON.pl Piątek, 20 października 2017

_______________________

Jeżeli jesteście ciekawi kolejnych moich filmów, zapraszam do subskrybowania mojego kanału YouTube. Jeżeli  chcecie też, żeby nie ominął Was żaden filmik, kliknijcie grafikę dzwoneczka – obok „subskrybuj”.

Pomożecie mi też, dodając napisy do tych moich filmów, w których napisów jeszcze nie ma. Pod wybranym filmem wystarczy kliknąć trzy kropki z prawej strony i wybrać „Dodaj tłumaczenie”. W imieniu moich głuchych i niedosłyszących widzów, bardzo Wam dziękuję!

Zobacz inne wpisy

4 komentarze

  • Reply Kasia 3 lutego 2019 at 12:57

    Jest jeszcze jedna rzecz, którą chciałam poruszyć w ramach wymiany zdania na konkretny temat. Z góry przepraszając za długi komentarz. Dziś każdy może być nadawcą treści. Technika nam to umożliwia. Treści różnie wpływają na ludzi. Zależy to od poddatności danego człowieka na nie, od jego sytuacji życiowej, od doświadczenia życiowego. Treściami internetowymi (całymi social media), w tym Twoimi Jolu, stykam się sporadycznie. Z doskoku, choć w miarę orientując się w czyichś poglądach. Ten blog znalazłam przypadkiem kilka lat temu klikając w google nazwisko Kuby Blycharza i znajdując tu wywiad z nim. Samego autora hymnu ani jego historii także wtedy nie znałam ani o nim nie słyszałam. Koleżanka podsunęła mi tę historię. Stąd kliknięcie w google, żeby przeczytać o nim coś więcej.

    Z czasem czytałam wywiady z Tobą bądź oglądałam jakiś materiał telewizyjny już zarchiwizowany na youtubie albo na stronie konkretnej telewizji. Byłam zdziwiona radością płynącą z Twojej wiary, ponieważ moja wiara była zwykła. Nie byłam religijna ani nie wychowałam się w mocno religijnym środowisku. Wiele lat, grubo ponad dekadę nie chodziłam do kościoła. Nie brakowało mi go ani nie zaprzątałam sobie nim głowy. Potem zaczęłam uczęszczać na msze.

    Kiedy czytałam Twój felieton o kryzysie wiary to była to odwrotność tego, o czym Ty mówiłaś wcześniej. Pamiętam nagranie o fascynacji św. Faustyną z Łagiewnik, które było puszczane w internecie, wywiad w gazecie.pl o najlepszych imprezach w Krakowie, czyli adoracji u dominikanów bądź we wspólnocie „Głos na pustyni”, o Twojej historii podnoszenia rąk do góry, o mszach jako o spotkaniu z Bogiem-tatą. Potem cały Twój felieton wszystko to kontestował, jakby tego nie było.

    Kontestowałaś – może niechcący – pracę w fundacji „Malak” jako specjalista o PR. Piszę o tym ostatnim, ponieważ dziwił mnie kiedyś filmik, ze skądinąd sympatycznymi dziewczynami, które mówiły o oczekiwaniu na paruzję i o modlitwie różańcowej w pracy. Nigdy nie odczuwałam czegoś takiego jak oczekiwanie na Paruzję. Potem już tylko można było oglądać u Ciebie odcinanie się radosne od wszystkiego. Nawet wyskakiwałaś przed kamerę i deklarowałaś, że nie uczestniczyłaś w nabożeństwach na Wieczorach Łaski, a jedynie tam nocowałaś ( to odebrałam jako taką kontestację). Mimo, że przecież nikt nikogo z czegoś takiego nie rozlicza, bo nawet nikt dokładnie nie analizował czym zajmuje się PR-owiec w organizacji ewangelizacyjnej. A tego typu aktywność spokojnie wpisywała się w zakres jego obowiązków. Wszystko to od czego odcinałaś się w felietonie o kryzysie, to wszystko wcześniej w jakiś sposób propagowałaś/zachwalałaś. Stąd pojawia się pytanie o autentyczność czyichś wcześniejszych deklaracji?

    Osobiście nie przeszkadza mi to, że ktoś zmienia nazwę bloga. Mocno ograniczającą i może nawet wyczerpującą emocjonalnie ze względu na oczekiwania ludzi wobec osób wierzących i chęci przyłapania ich na np. braku konsekwencji. Ale na pewno blog, jego określona nazwa, sympatia ludzi działających w tej branży religijnej pozwoliły Ci znaleźć prace w konkretnych miejscach, znaleźć w tej przestrzeni męża. Myślę, że sporo zyskałaś na tej działalności i dzięki ludzkiej życzliwości. A niejest to takie częste.

    Jak napisałam mnie absolutnie nie przeszkadza zmiana nazwy bloga. Nawet to popieram, ponieważ zbytnie życiem treścią religijną męczy, zamiast lekarstwem staje się – według mnie – trucizną. Ta postawa, że najpierw jest jakaś etykietka typu „hipsterkatoliczka”, a potem nieustanne udowadnianie, że nie jest się kuriozum itp. także jest męcząca. Tak dla osoby oetykietowanej jak i dla odbiorców.

    Mam polemiczny stosunek do wielu treści religijnych, jakie nam serwuje net. I wcale nie z pozycji osoby bardzo wierzącej, zaangażowanej religijnie, działającej religijnie albo zajmującej się tym zawodowo. Nie odpowiadają mi niektóre poglądy głoszone przez Kościół.

    Jest to trochę długi komentarz, który nie wyczerpuje wszystkich moich spostrzeżeń. Na wiele tematów. Tylko przyznam się, że niezbyt dobrze czułam się z treści, którą czasem Jolu serwowałaś i ze sposobem, w jaki to robiłaś. Nie jestem kimś, kto nie zadaje pytań. Łącznie z tymi o rozumie w wierze, o roli przypadku w wierze, o dobrze rozumianej dobroczynności, o neurotyczności w wierze.

    Oceniam krytycznie (nie krytykancko) niektóre rzeczy i dlatego odważyłam się napisać to wszystko (łącznie z pierwszym komentarzem) patrząc na coś z mojej perspektywy i myśląc krytycznie. Nie zabraniam ludziom zmieniać poglądów, zamykać niektóre etapy w życiu, wycofywać się ze środowisk, które nie wpływają na nas dobrze. Ludzie mogą dla mnie przestać być religijni, mogą się zwrócić ku Boga. To jest ich PRAWO wyboru. Tylko – jak napisałam – jako sporadyczny odbiorca nie czułam się dobrze ze sposobem w jaki tu podawano pewne treści i z pojęciem kryzysu, którego tu używano.

    Mój długi komentarz nie ma na celu Cię urazić, zabrać prawo do decydowania o czymś, zabrać prawo do zadawania pytań. Po prostu chciałam podzielić się tym, co zaobserwowałam przez ten czas i co jakoś leżało mi na sercu. Pozdrawiam.

    • Reply Jola Szymańska 4 lutego 2019 at 09:55

      Kasiu, po pierwsze – nie kontestowałam nigdy pracy w Fundacji MALAK. Uwielbiam to miejsce i ludzi, którzy je tworzą. W tym Weekendy Pełne Łaski i dominikanów. To bardzo ważne dla mnie miejsca i wciąż do nich wracam. Przywołujesz różne miejsca, wypowiedzi z przestrzeni ostatnich 5 i pół roku, czyli stosunkowo długiego okresu czasu, w którym dojrzewałam jako człowiek, jednocześnie aktywnie działając w internecie. Rozumiem, że odbierasz to jako nagły przewrót, mimo że z mojej perspektywy był to powolny, żmudny i trudny proces, w którym doceniam każdy etap. Naprawdę doceniam. Widzę, ile dostałam i jak wiele dziś mam. Wiem, że wynika to nie tylko z mojej pracy i konsekwencji. Jestem wdzięczna, serio :) Chociaż dochodzę dziś do innych wniosków, niż kiedyś bym się spodziewała. Ale to – znowu – także wielka wartość i dar. Dzięki, że napisałaś szczerze i dzięki za otwartość :)

      • Reply Kasia 5 lutego 2019 at 10:22

        Jolu, dziękuję za odpowiedź i możliwość wyrażenia swojego zdania/odczucia//wątpliwości. Pozdrawiam serdecznie! – Kasia.

  • Reply Kasia 31 stycznia 2019 at 08:49

    Chciałabym dodać od siebie kilka słów o przeżywaniu kryzysu. Niekoniecznie w kontekście wiary, ale to też. Te kryzysy mają różne podłoża. Najczęściej bolesne wydarzenia zewnątrz. Choroba, śmierć bliskich, brak pracy, niemożność znalezienia partnera, niemożność zajścia w ciążę, rozczarowanie ludźmi, rozziew między tym, co głoszą ludzie, a tym jak zachowają się w rzeczywistości. I jeszcze pewnie by się tego trochę uzbierało. Bywa, że ktoś się modli w ważnych sprawach i nie zostaje wysłuchany, co uniemożliwia normalne, pełne życie. I wtedy rodzi się kryzys wiary. I pytanie: dlaczego Bóg nas opuścił? Dlaczego pozwala na biologiczne albo emocjonalne cierpienie? Dodatkowy BÓL to oglądanie osób, które niekoniecznie dobrze zapisały się w naszej pamięci, a które cieszą się względnym szczęściem, choć polemizowałabym czy na to tak bardzo zasłużyły.

    Boli mnie także Twój cykl Jolu o kryzysie wiary, ponieważ na filmach widzimy roześmianą osobą, ze wsparciem, zadowoloną z życia, relacjonującą z radością ów kryzys. A po drugiej stronie jesteśmy my, których kryzys wiary nie jest przeżywany ze śmiechem na ustach. Ale ze łzami, z pretensją do Boga, z niemożnością wyjścia z jakiś sytuacji, z brakiem zrozumienia dla konkretnych wydarzeń, które nas dotknęły. Pozdrawiam – Kasia.

  • Napisz coś od siebie