wideo

Szkodliwa „czystość”? Mój reportaż w Tygodniku Powszechnym

15 sierpnia 2019

Właśnie ukazał się mój pierwszy reportaż. Chciałam z Wami o nim porozmawiać, bo zwykle nie mówi się o negatywnych skutkach czystości przedmałżeńskiej.

„Odczarowanie” to historie pięciu młodych mężatek i ośmiu zdań o czystości przedmałżeńskiej, o których wciąż starają się zapomnieć. To tekst o samotności. O autorytetach, które nie ponoszą odpowiedzialności za swoje śmiałe i niczym nie uzasadnione tezy. O odwadze wychodzenia ze sztywnych ram, przy wszystkich tego kosztach. Cały mój tekst przeczytacie na stronie Tygodnika Powszechnego (pod tym linkiem).

Jeszcze raz gratuluję i dziękuję Bohaterkom reportażu za nasze rozmowy i ich zaufanie. A Polskiej Szkole Reportażu za narzędzia i odwagę, których mnie uczy :)

Jak Wasze wrażenia po lekturze?

_______________________

Zapraszam do subskrybowania mojego kanału YouTube. Jeżeli  chcesz, żeby nie ominął Cię żaden filmik, kliknij grafikę dzwoneczka – obok „subskrybuj”.

Pomożesz mi też, dodając napisy do filmów. Pod wybranym filmem wystarczy kliknąć trzy kropki z prawej strony i wybrać „Dodaj tłumaczenie”. W imieniu moich głuchych i niedosłyszących widzów, bardzo dziękuję!

Zobacz inne wpisy

13 komentarzy

  • Reply poldek 21 sierpnia 2019 at 00:39

    Szkoda, że nie zadałaś sobie trudu znalezienia chociaż jednej osoby/pary ludzi głęboko wierzących którym się układa we wszystkich wymiarach życia – także erotycznym. Reportaż jednostronny, czyta się go w taki sposób jakby miał z góry określoną tezę, a do niej dopasowane zostały przypadki. Dziwię się, że to Tygodnik Powszechny puścił. Tworzysz w ten sposób stereotyp, że erotyka dla katolika to pole minowe, gdy wcale tak nie jest. Chyba, że ktoś jest leniwy albo na tyle niedojrzały i nie chce mu się czytać książek z tej dziedziny. Jest ich masę – także w księgarniach chrześcijańskich. Każda osoba dorosła jest odpowiedzialna za swój rozwój – także w kwestii duchowej i płciowej. A rozwój wymaga wysiłku, szukania pomocy, zadawania pytań, szukania autorytetów a nie zatrzymaniu się na etapie nastolatki w wieku dojrzewania, w przezywaniu swojej swojej wiary i seksualności. Gdy ten rozwój się zatrzyma na jakimś etapie, potem pojawią się schody i kłopoty.

    • Reply MartaMagdalena 26 września 2019 at 11:24

      Poldek, masz rację, że samemu trzeba się kształcić i rozwijać, i trzeba to robić przez całe życie.
      Jednak bardzo źle robisz atakując Jolę i jej rozmówczynie.
      Poruszony w tym artykule problem jest problemem bardzo obszernym. Ma o wiele szerszy wymiar, niż tylko kwestie dotyczące małżeńskiej sypialni i seksu. Mowa jest o upokarzaniu kobiet, jakie ma miejsce wciąż, na każdym kroku, a zaczyna się nierzadko w domu, w dzieciństwie.
      Skupiłeś się na sprawie erotyki, a spójrz na tę stronę: dziewczynka, młoda dziewczyna i potem też kobieta, jest wciąż atakowana za swoją kobiecość, za swoją atrakcyjność, za swoje ciało i wreszcie za swoją seksualność. Nikt jej, począwszy od rodziców, którzy powinni to zrobić (!), nie mówi, jaka jest piękna, wartościowa, wspaniała jako Człowiek. Nikt nie pozwala jej decydować o swoim losie, o swoim życiu. Nikt nie mówi jej tego, jak ważna jest jej rola w społeczeństwie, w rodzinie, także wtedy, kiedy jest żoną i matką.
      Przeciwnie: macierzyństwo coraz bardziej kojarzy się tylko z problemami, lękiem, bólem porodu, strachem o to, czy potrafię być matką. To pokazują wszystkie media: durne filmy i durniejsze jeszcze reklamy. To można znaleźć w internecie. A tymczasem macierzyństwo to najwspanialsza rzecz, jaką nas obdarzyła natura. Celowo nie mówię: Bóg, bo to nieważne czy jesteśmy katolikami, czy innej wiary Chrześcijanami, czy w ogóle innego wyznania lub tzw niewierzącymi. Macierzyństwo to tak naturalna rzecz, że nie można jej się aż tak panicznie bać, jak to się pokazuje. Obawa, racjonalna, że czegoś nie wiem, to inna rzecz. To coś, co powinno prowadzić do potrzeby zdobywania wiedzy, właśnie! I tak samo jest z seksem, z erotyką. Ale wszędzie ten ostatni temat, nawet dzisiaj, w XXI wieku, to temat tabu. Pokazuje się publicznie nagie ciała, ale nic poza tym. I to pokazywanie nagich kobiecych ciał też jest upokarzające dla nas. To przedmiotowe traktowanie Człowieka. Dlaczego w ogóle się na to godzimy?

      Na ulicy, w domu, w szkole a potem na uczelni i w pracy, kobieta jest niezwykle często traktowana jak śmieć, jak powietrze, jak gorszy gatunek człowieka. W kościele również, niestety.
      Nie wszędzie tak jest i nie zawsze, ale nader często. (Wciąż kobiety zarabiają niższe stawki niż mężczyźni na takim samym stanowisku. A dlaczego np nie odwrotnie: idę do pracy zarabiać na życie, a oprócz tego jestem jeszcze matką, która drugi pełny etat ma w domu.;) )
      Jeśli dziewczyna, tak strasznie poraniona przez matkę/ojca, jak to opisane zostało przez Jolę, wejdzie w dorosłe życie, to nie ma od czego się odbić do własnego rozwoju. Szkoła jej tego nie nauczyła, bo szkoła tego też nie uczy. Szkoła nie uczy, jak się uczyć i dbać o swój rozwój. To nie leży w interesie systemu.
      Zatem jak ma się czuć? Szuka pomocy, idzie do księdza licząc, że ten będzie dobrym i mądrym człowiekiem, a on też ją upokarza. A był dla niej autorytetem, bo nie miała innego. Bo w domu jej nikt godnie nie potraktował, to poszukała poza domem.
      Zatem to jest problem. Nie sam seks. On by nie był problemem, gdyby te wszystkie kobiety weszły w życie pewne swojej ludzkiej wartości. Pewne swojego kobiecego piękna i znające swoją ważną rolę w społeczeństwie. Wtedy seks miałby zupełnie inną kategorię w ich żyiu.
      Pomijam problem natury medycznej, ale z tym należy zwyczajnie iść do mądrego lekarza, który doradzi interwencję chirurgiczną, a nie takie męczarnie, jakie dziewczyna przechodzi. Ale to zupełnie inny temat.
      Pozdrawiam!

  • Reply pelasia 20 sierpnia 2019 at 23:06

    Droga Jolu,
    Czytam Twoje teksty i oglądam filmiki od dłuższego czasu, może nie wszystkie i nie na bieżąco, ale zawsze z przyjemnością, nawet jeśli temat jest trudny, albo nawet i bolesny. Bo z tego, co piszesz i mówisz, przebija duża dawka wrażliwości i empatii , ale też takiego intelektualnego uporządkowania tego.
    Tekst o czystości (przed)małżeńskiej wpisał się w moje kilkuletnie (z różną intensywnością) przemyślenia w temacie, ostatnio trochę bardziej intensywne, ale na szczęście – w końcu jakoś trochę uporządkowane (tak we mnie, osobiście). Zainspirował mnie też do takiej bardzo szczerej i potrzebnej rozmowy z przyjaciółką, która – jak się okazuje – też to ostro rozkminiała ;-) Już za ten efekt tego reportażu serdecznie Ci dziękuję.
    W komentarzach zauważyłam zarzut, że tekst jest „kobietocentryczny” – to jest w jakiś sposób prawdziwe, bo nie wydaje mi się, żeby pewne niedelikatne albo zwyczajnie głupie stwierdzenia zrobiły taką krzywdę mężczyznom, zwłaszcza, że bardzo dużo odpowiedzialności przerzuca się często na kobiety.
    I w ogóle wydaje mi się, że ten reportaż, to wierzchołek góry lodowej, jeśli chodzi o katolicki dyskurs na temat seksualności. Po wrzawie, jak się podniosła po „Amoris Laetitia”, przeczytałam sobie fragmenty tej encykliki i dla porównania fragmenty Katechizmu. Miałam jeden prosty wniosek: czytając KKK, miałam poczucie, że ta wizja jest może i piękna i być może słuszna, ale osiągalna dla mnie chyba po menopauzie (tak naprawdę uczciwie patrząc na siebie z perspektywy prawie dziesięcioletniego małżeństwa). Z kolei czytając Amoris Laetitia, miałąm poczucie, że ktoś (Ktoś?) widzi mnie, żywego człowieka, ze wszystkimi jego słabościami, pragnieniami i grzechami, które mnie nie przekreślają. Tylko ja czytając to, nie doszukiwałam się wykładni prawa i kontrowersji, tylko raczej zrozumienia, wsparcia w tym, czym żyję. Jednocześnie nie widziałam w zapisach encykliki przekreślenia tego, co jest w Katechizmie. Różnica jest przede wszystkim w języku i w empatii, mówieniu nie tylko o „ideałach”, ale też o ludziach, z całą złożonością ich pragnień i potrzeb, w których kryje się nie tylko straszna „pożądliwość”, ale też potrzeby emocjonalne.
    Fajnie by było, jakbyś temat podrążyła – wątków jest dużo (kwestia planowania rodziny, kiedy jeden z małżonków nie jest wierzący i nie jest w stanie przyjąć tych nieco „odjechanych” tak z boku zasad; tego że spowiednik-mężczyzna może stanowić pewną barierę dla kobiet w takich rozmowach, no długo by można).

    I jeszcze jedną mam refleksję – pośrednio z tym tematem związaną. Po Twoim filmiku o standardach WHO, sięgnęłam do źródła, przeczytałam i trochę się zdziwiłam Twoją dla nich aprobatą. Nie chciałabym, żeby w szkole moje dzieci miały lekcje wg tych schematów, pomimo że z częścią postulatów (np. równości płci) się zgadzam. Nie podoba mi się ogólny całościowy wydźwięk, że „seks ma być przyjemny (ok) i bezpieczny (czyli jaki?)”, bez wyraźnego akcentu o odpowiedzialności. I druga, kluczowa kwestia – jak ma się wprowadzanie treści dla poszczególnych grup wiekowych z poszanowaniem indywidualnego rozwoju dziecka w trybie prowadzenia zajęć dla grupy dwudziestu osób? Nie da rady, komuś będą sprzedawane „na siłę” informacje o sprawach, o których nie jest gotowy słuchać. A na koniec dopadła mnie refleksja – w szkole na takie zajęcia dziecko może nie chodzić, ale może zostać „mimochodem” uświadomiony w kościele, ot tak, na kazaniu…

    Strasznie się rozpisałam, ale po prostu dobrze inspirujesz do przemyśleń :)

  • Reply Dorota 20 sierpnia 2019 at 19:36

    Dlaczego Twój tekst zniknął z DEON-u?

    • Reply Jola Szymańska 24 sierpnia 2019 at 09:48

      Mój reportaż opublikował Tygodnik Powszechny (https://www.tygodnikpowszechny.pl/odczarowanie-159944). Na DEON nie było żadnego mojego tekstu, jedynie niekonsultowane ze mną streszczenie z wykorzystaniem mojego wizerunku, nastawione na kliki. Poprosiłam o jego zdjęcie, bo to szkodliwa, upłycająca moją pracę praktyka.

  • Reply Edyta 18 sierpnia 2019 at 22:05

    Ciekawy tekst i bardzo smutny.

    Wszystkim osobom z bolesnym współżyciem polecam fizjoterapię uroginekologiczną! To może pomóc, choć nie musi.

    • Reply Dorota 14 września 2019 at 11:58

      Dzięki za wyjaśnienie. DEON często streszcza teksty pochodzące z innych źródeł.

  • Reply Helena 18 sierpnia 2019 at 17:51

    Bardzo potrzebny tekst, bo to bardzo nieoczywiste tematy a fajnie też rozwijać się seksualnie i światopoglądowo jako para!

  • Reply Gosia 18 sierpnia 2019 at 16:14

    Oczekujecie od księży, żeby byli ekspertami w dziedzinach seksuologi?
    Co oni mają mieć do powiedzenia na temat spraw łóżkowych? Świeccy małżonkowie mogą udzielać rad w tym zakresie i dzielić się swoim doświadczeniem – i tak często się dzieje, że kursy przedmałżeńskie prowadzą pary.
    Za dużo marudzenia, za dużo frustracji i oczywiście tylko jedna strona – ta niezadowolona ma głos.
    Także naprawdę mega „obiektywny ” artykuł.

  • Reply Magdalaena 17 sierpnia 2019 at 14:12

    Dobry tekst, chociaż brakowało mi trochę skonfrontowania tych indywidualnych trudności ze stanowiskiem Kościoła. Bo clou problemu polega na pytaniu – czy winne są idiotyczne hasła i pogadanki (jak np. te o przeżutej gumie albo o noszeniu tylko spódnic do kościoła) czy cała katolicka nauka moralna.

    BTW dla mnie strasznie przykre było to, że wszystko, co słyszałam ze źródeł okołokościelnych o seksie było takie … męskocentryczne. Że np. nie uwzględniało zmian kobiecego libido w zależności od fazy cyklu.

  • Reply Ona 16 sierpnia 2019 at 03:07

    Dziękuję za reportaż. Fajna niespodzianka w TP :)
    Oby teraz było tam Ciebie więcej.
    Świetnie, że to reportaż, że naświetlasz problem, dajesz głos osobom doświadczonym, nie tłumaczysz dlaczego problem istnieje, jak go rozwiązać. To daje większe pole do refleksji.
    Ruszyłaś tekstem nisze, wydaje mi się, w której kościół bardzo chciał zaistnieć, jako ten rozwinięty, nowoczesny, który wychwala i doceniq sakrament małżeństwa i współżycie małżeńskie. A problem rzeczywiście istnieje. Podcza nauk przedślubnych wiele narzeczeństw podchodzi do tego na zasadzie „jednym uchem wleci, drugim wyleci”, współżyją przed, albo i nie, ale kwestie antykoncepcji, czy ogólnie „czystości” zostawiają sobie i swojemu sumieniu.
    Ja z mężem z seksem (stosunkiem) czekałam do ślubu, a przed były pocałunki, pieszczoty. Noc poślubna wcale nie była fantastyczna, dopiero po niej, będąc nieusatysfakcjonowanymi zaczeliśmy się siebie nawzajem uczyć: szukaliśmy po prostu dobrego seksu dla nas obojga, takiego, który nas rzeczywiście scali. Ale cały „syfek” związany z powierzchownym i często kłamliwym nauczaniem tzw. katolickim o teologi ciała musieliśmy przerabiać. Próbowaliśmy NPRu, ale daliśmy sobie spokój. Mamy dzieci, więcej mieć nie planujemy, więc co to za różnica, czy unikać poczęcia będziemy przy pomocy kalendarza, termometru i badania śluzu, czy dzięki prezerwatywie. Owszem, NPR jest super by dziewczyna poznała siebie i swój organizm, dotknęła swojej waginy, dotknęła śluzu, zrozumiała specyfikę okresu i zeozumiała, że jej narządy płciowe to taka sama część ciała jak ręka i noga ;)
    Chłopakom NPR też może w końcu „wbić” do głowy, o co chodzi z miesiączką, bo po nauce w szkole na biologii to nie wie nic rzetelnego.
    Przyppmniała mi się ciakwa sytuacja: mając 14 lat, czyli będąc przed przygodą w Oazie, na kursie angielskiego lektorka dyskutowała z nami nt. wspólnego mieszkania par przed ślubem. Znałyśmy się z nią z kościoła (ona aktywnie działała w Oazie) i jakież było jej oburzenie, gdy powiedziałam, że nie mam nic przeciwko temu, by ludzie mieszkali ze sobą przed ślubem-mieli okazję się poznać. Mówiłam to jaki młodziutka dziewczyna i brałam to literalnie, czyli chodziło mi tylko o wspólne mieszkanie, nie współżycie. A reakcja lektorki mnie zaskoczyła: dorosła kobieta była oburzona jak mogę takie rzeczy mówić i chodzic do kościoła. I od tego momentu zawsze pamiętałam by włączać myślenie w kościele, na Oazie, na rekolekcjach. W Oazie spędziłam dobrych kilka lat, cenię ten czas, bo doświadczyłam róznych, dobrych i złych rzeczy. Myślę, że teraz więcej wiem o tym, co jest dla mnie akceptowalne, a co nie w religii. Zdaje mi się, że Oazę porzuciłam, bo nie mogłam zaakceptować tej tylko radosnej i bezkrytycznej stylówki. Obecnie przeżywam kryzys wiary, ale wiary nie tylko w Boga, ale i w ludzi (tych w Kosciele, jak i ogółu). Zdaje się, że dojrzewam :) i mimo, ze to trudne doświadczenie, to dobrze mi z nim. Mam 30lat, męża, dzieci.

  • Reply Ania 15 sierpnia 2019 at 08:41

    Wow… jestem w totalnym szoku po przeczytaniu Twojego tekstu. Sama ostatnio próbowałam szukać jakiś tekstów czy konferencji na temat czystości… mam wrażenie, że Kościół przedstawia to dosyć schematycznie i cukierkowo „zaczekajcie będzie super”… Dzięki za ten tekst! jest świetny!

  • Napisz coś od siebie