dusza

Wierność

13 listopada 2014

Powtarzam wszystkim, że jestem zagubiona, bo jestem. Za dużo chaosu wokół mnie, za mało modlitwy. Dlaczego właśnie w tym momencie zagubienia obserwatorów tego bloga tak bardzo przybyło? Przypadek? Nie sądzę…

Mówienie o Panu Bogu zobowiązuje. Jeżeli nie przyznałabym się do wiary, pewnie nie czułabym takiej odpowiedzialności i łatwiej byłoby mi kłamać. Trochę jak  flirty z kolegą, gdy jesteś w związku – niby nic ale… bardzo wiele. Relacji z Panem Bogiem i wierności trzeba się uczyć, tak jak trzeba uczyć się wierności w ludzkich relacjach. Ona nie jest naturalna ani intuicyjna.

Intuicyjnie myślę o sobie i o swojej wygodzie. Wyjście poza egoizm to wyjście z siebie, mały prezent miłości, który tak naprawdę wręczam albo odbieram sobie samej. Tylko rezygnując z siebie i godząc się na Jego warunki jestem pełna radości, dumy, energii i zwyczajnie chce mi się żyć.

Wszystko to wydaje się być kolorową i jedynie słuszną opcją, a jednak często łapię się na tym, że zazdroszczę osobom, które wydają się nie mieć dylematów. Wystarczy im bycie „dobrym człowiekiem”. Chyba spełniam ten warunek, a jednak bez modlitwy, ciągłej bliskości z Panem Bogiem, bez Komunii Świętej i dzielenia się radością Jego bliskości jestem nieszczęśliwa, pusta, poddaję się bez walki i tracę marzenia.

Lubię wieczorami wpadać do Kościoła. Lubię spotkania bez pytań, tłumaczeń i opowieści. Lubię rozmowy z Nim i Jego towarzystwo, tak subtelnie przenikliwe. Lubię patrzeć na Niego bez teorii, doktryn i tego, co ktoś tam powiedział. Nie muszę szukać nowych tematów, ani bać się niebezpiecznych kontekstów. Kocham Go za czułość i cierpliwość, za opiekę, której nikt inny nie potrafił mi dać. I nigdy, przenigdy nie chcę z Niego rezygnować. Choćby ten gliniasty świat miał się zawalić.

Zobacz inne wpisy

10 komentarzy

  • Reply Kaśka 22 grudnia 2014 at 16:56

    Wpadłam na bloga dzięki linkowi kolegi, Krzyśka Reszki ;)
    Bardzo pozytywnie mnie zaskoczyłaś…
    Zacznę od samego zewnętrznego wyglądu bloga, który jest taki uspokajający i inspirujący…Kończąc na treści.
    To z jaką odwagą mówisz o tym co dla głównego nurtu „niemodne”, jaka szczerość bije od Twoich tekstów, bo dzielisz się tym co większość z Nas bierze do siebie…
    Chciałam napisać, trzymaj się ;)
    Tym którzy żyją pełnią życia, radości, których wszędzie pełno, którzy nie boją się żyć czy osiągają jakiś poziom „sławy” jest pewnie trudniej kroczyć ku świętości…
    Kiedy tyle ludzi obserwuje Cię bacznie, patrzy na to co robisz, już nie powierzchownie ale przypatruje się szczegółom.
    Mam dla Ciebie dwie rady, może okażą się pomocne.
    Pierwsza to to co sama niedawno odkryłam, modlitwa „Ty się tym zajmij”… To modlitwa która naprawdę daje siłę, Pan Jezus nas prowadzi nawet w najtrudniejszej sytuacji. Bardzo polecam.
    Druga rada… Piszesz że masz mało czasu na modlitwę, nie tylko Ty, pewnie większość boryka się z tym problemem.
    Ja znalazłam „hipsterski” sposób na modlitwę. Aplikacja na smartphona o nazwie „modlitwa w drodze” to 10 minutowe rozważania pisma świętego. Są na czasie i aktualne, a do tego opatrzone fajną katolicką muzyką. Idealne na podróż autobusem czy spacer z uczelni/pracy… Mam nadzieję że Twój zapał nie osłabnie, bo kościół potrzebuje ludzi takich jak Ty. Ciepło pozdrawiam i zyczę z całego serca pogodnych, zdrowych i błogosławionych Świąt Bożego Narodzenia ;)

  • Reply By.Zrozumieć 9 grudnia 2014 at 09:52

    Witam witam. Na wstępie przeproszenie za to iz pisze pod tym tematem lecz obserwuje tak Pani Bloga , i tak pisze Pani ładnie o modlitwie ,Bogu , wierze . lecz zastanawia mnie czy to wszystko aby teraz gdy ma Pani tak chciana popularność i czuje Pani nacisk na „plecy” by wpisać cos na bloga z powodu tego iz wypada bo juz było o nim głośno… Czy to wszystko nie jest na pokaz. Bo Ciekawe jestem ile ta radość potrwa, ile jeszcze będzie Pani miała czasu,a gdy bedzie rodzina, (dzieci) , gdzie będzie Pani wiara oraz szczęście po 16godzinach pracy w fabryce. Bo o tym Pani nie pisze jak Dziękować za nowotwory,śmierć dzieci,głod itd. Czemu nie pojedzie Pani na ” hipsterska misje humanitarna? ” podziwiam optymizm tylko to co widac w „dzien dobry TVN” ma sie nijak do życia ludzi których niestac było na studia bo wybrali by ich rodziny miały „cos” do jedzenia. Nie potepiam lecz widzę pozerstwo w tych designowych wnętrzach . i pozerskich ramkach ze świętymi. Takie SA me wewnętrzne pytania i zarzuty, może jest inaczej… Pragnęła Pani dyskusji… Tez jestem Młody i wierzący oraz nie mieszczą sie w „ramy” lecz po cos jest Tradycja ” do kopytem nie damy makaronu” … Cóż pozdrawiam … :)

    • Reply Ania 14 grudnia 2014 at 01:53

      Witam, choć nie jestem autorką bloga odpowiadam, bo akurat wiele z poruszonych przez Pana ciężkich tematów dotyczy mnie samej. Tak łatwo nam przychodzi oceniać, klasyfikować, szufladkować – wiem, bo sama zmagam się ze swoimi myślami. Jestem młoda i wierząca tak jak Pan, a bagaż doświadczeń, który za sobą ciągnę wystarczyłby na kilka życiorysów.
      Doświadczyłam i nowotworów i śmierci bliskich, ostatnio śmierci własnego dziecka… i niech mi Pan wierzy bez Boga nie dałabym rady. Jego nie da się zamknąć w tych, jak to Pan napisał „pozerskich ramkach” i designerskich wnętrzach. I jedyną receptą na towar tak deficytowy jak „szczęście” jest całkowite zawierzenie Bogu – bo wszystko moge w Tym, który mnie umacnia. Jego bliskość jest plastrem na pokruszone serce, które ogromnie boli. Prosze mi wierzyć śmierć nie jest tak przerażająca jak wszyscy uważają. o wiele bardziej przerażające jest życie bez Boga. Myślę, że nie ma sensu wyrzucać z siebie tak mało budujących myśli. Bo czy autorka bloga jest winna temu, że zło istnieje? Zresztą jak ma opowiadać o trudnościach życiowych, których być może nie doświadczyła? Skupmy się na tym by w każdym słowie wychodzącym z naszych ust wielbić Pana i pamiętaj o 5 przykazaniu. Nie zabijaj… nie zabijaj radości, którą w masz w sobie. Nie zabijaj tej radości w innych. Pozdrawiam serdecznie. Ania

  • Reply Jurek 20 listopada 2014 at 15:06

    Na Twojego bloga trafiłem dzięki teologowi na manowcach :)
    A ten post? Pasi też do mnie jak nigdy – brak mi wierności (ale nie tej małżeńskiej) w modlitwie.
    Jakiś czas temu kupiłem w Monastica.pl czotkę, by odmawiać Modlitwę Jezusową. Na początku euforia, ach, och, a potem… małe zniechęcenie itd.
    Nie poddaje się i próbuję dalej.
    Dzięki temu postowi wiem jedno na 100% – Jezus jest wierny do końca, tylko nam brak tej wierności ku Niemu.

  • Reply gary 18 listopada 2014 at 03:15

    Świetny tekst! Myślę, że tego potrzebowałem dzisiejszego wieczoru.

    Przy okazji, zapraszam do siebie po dłuższej przerwie na małą dawkę inspiracji.

    Pozdrawiam!

  • Reply Doro 14 listopada 2014 at 14:52

    JAKIE ZDJĘCIA !

    Z gubieniem jest tak, że … jest potrzebne. Warto się powałęsać i zaczepiać mgłę kijem. Albo Obłok Niewiedzy ;) WSZYSTKO PRZED TOBĄ, a Wszechświat uśmiecha się pod wąsem ;)))

  • Reply Ola Pękala 13 listopada 2014 at 21:13

    „Wszystko to wydaje się być kolorową i jedynie słuszną opcją, a jednak często łapię się na tym, że zazdroszczę osobom, które wydają się nie mieć dylematów. Wystarczy im bycie „dobrym człowiekiem”. Chyba spełniam ten warunek, a jednak bez modlitwy, ciągłej bliskości z Panem Bogiem, bez Komunii Świętej i dzielenia się radością Jego bliskości jestem nieszczęśliwa, pusta, poddaję się bez walki i tracę marzenia.”
    Wiesz, miewam dokładnie to samo. Ale bliskość z Nim im bardziej świadoma, tym rzadziej się pojawiają takie myśli :)
    Dobrze być stale w kontakcie z Nim.

    DObrze, że są takie odważne kobiety jak Ty.

    Pozdrawiam Cię serdecznie :)
    Ola

    • Reply Jola Szymańska 14 listopada 2014 at 10:57

      Dzięki za miłe słowa, też Cię pozdrawiam :)
      J.

    Napisz coś od siebie